wtorek, 25 sierpnia 2015

Rozdział 2

W poprzednim rozdziale:

"- Po co mi to pokazałaś?- zapytała Alicja znudzona tym "krótkim" trwającym pół godziny filmikiem.- Przecież w szkole na historii cały czas tylko o tym mówimy.- W sumie racja chciałam Ci tylko przypomnieć, ponieważ uznałaś, że "zawody" już nie długo się zaczną- odpowiedziałam. - Noooo tak bo już 3 stycznia zacznie się wybór  Wybrańców- powiedziała Alicja.-Fakt.Nagle  naszą dyskusje przerwała Helen.-Asiu, dzwoni do ciebie nieznany numer."


- Chcesz odebrać ten telefon?-zapytała Helen.
-Tak- odparłam.
-Halo- usłyszałam głos jakiegoś chłopaka.
-Halo, kto mówi?
-Cześć skarbie, nie poznajesz mnie?-zapytał.
Po jego słowach poczułam miły uścisk w brzuchu.
- Oh to ty Melchior, nie wyświetlił mi się twój numer.
- No tak, bo go zmieniłem. Właśnie dzwonie ci o tym powiedzieć. Widzimy się dzisiaj?- zapytał z nadzieją w głosie.
- Nie mogę, siedzę z Alicją.
- Aaa no dobra, to nie będę wam przeszkadzał.- powiedział zawiedziony-Do zobaczenia kiedy indziej myszko. Całuski pa pa.
- Pa pa Misiu- powiedziałam i rozłączyłam się przy pomocy Helen.
- Czy ty masz chłopaka?!- wrzasnęła zdziwiona Alicja.
- Tak- odparłam bez wahania.
- Co?! Gadaj mi tu o nim wszystko!- zażądała Ala.
-No oki, jak już pewnie słyszałaś ma na imię Melchior i jest ode mnie  3 lata starszy. To ciemny blondyn o niebieskich oczach, jasnej cerze i umięśnionym ciele.
-Dupeczka, musisz mnie z nim poznać- powiedziała Ali zainteresowana chłopakiem.
-Eeeej, chwileczkę on jest mój- oznajmiłam wściekła i nagle obie równocześnie zaczęłyśmy się śmiać.

Tak mijały dni na beztroskiej zabawie, Asia prawie codziennie spotykała się
z Alicją albo Melchiorem. Nadchodził czas Świąt Bożego Narodzenia. Przez co każdy kto miał "zegarek" zamawiał na nim prezenty.Większość prezentów to broń, ponieważ każdy czuł że przygotowania do wojny zbliżały się.

- Ojej ile prezentów!- wrzasnął na cały dom Mikołaj, mój młodszy brat. Ma 11 lat i jest jasnym blondynem o niebieskich oczach i zazwyczaj bladej twarzy jak ściana. Lubi nosić czapki z daszkiem, koszulki z krótkim rękawem (zazwyczaj z jakimiś napisami) i spodnie za kolana. Nie da się ukryć że jest typowym " flirciarzem". Rozkocha w sobie dziewczynę  i jest
z nią tydzień, po czym rzuca ją dla innej.
Z moich przemyśleń na temat Mikołaja wyrwała mnie moja mama Laura. Ubrana odświętnie w szarą, elegancką sukienkę i czarne rajstopy. Na ręce miała kilkanaście srebrnych i czarnych bransoletek, a na szyji  srebrny wisiorek w kształcie serca. Szła dostojnie niosąc jakąś misę
z  potrawą. Kiedy w końcu położyła ją na przystrojonym stole. Przeczesała swoje brązowo-czarne, kręcone włosy do ramion, które tego odświętnego dnia były zrobione przy pomocy lokówki.Odwracając się do mnie przodem pokazała też twarz, która była pokryta starannym makijażem.
-Asia, wstawaj i pomóż mi i tacie. Przynieś, proszę z kuchni barszcz czerwony.
 Wchodząc do kuchni zobaczyłam mojego tatę, również trzymającego jakąś potrawę wigilijną. Miał na imię Stefan. Był dzisiaj ubrany w elegancki garnitur, którego zazwyczaj nie nosił, wolał ciemne bluzki z krótkim rękawem i długie spodnie.
Wzięłam miskę i poszłam do jadalni. Wszystko było już gotowe. Podzieliliśmy się opłatkiem, po czym usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść. Po obfitym posiłku rozpakowaliśmy prezenty. Dostałam piękny fioletowy (pewnie jak już się domyślacie uwielbiam ten kolor) kombinezon z ortalionu i liliową bransoletkę, z której wychodzą ostrza. Moja mama dostała buty odrzutowe i czarną sukienkę. Mój tata i brat dostali pistolety. Cały wieczór była cudowna atmosfera.
Tymczasem na płycie południowo-zachodniej (w Australii).
-Britney podaj mi proszę mój zegarek, bo się wreszcie naładował-  poprosił Kacper swoją młodszą siostrę.
-Chyba śnisz ty tępaku! Idź se sam-prychnęła Britney, która właśnie kończyła malować sobie rzęsy  czarnym tuszem, ponieważ uważała, że ma je rude. Miała 14 lat, ale jak na swój młody wiek uwielbiała imprezy. Włosy miała jasnego blondu (wpadające w rudy), sięgające do talii. Jej ogromne piwne oczy dodawały uroku, przez co podobała się wielu chłopakom.  Lubiła nosić bluzki na ramiączkach i krótkie spódniczki, uważała, że wygląda w nich seksownie.
-Gdzie idziesz?- zapytał Kacper. Był dosyć wysokim dwudziestolatkiem. Miał włosy w kolorze jasnego blondu i niebieskie oczy. Nosił okulary z Wyborowej na czole, nie na głowie. Lubił ubierać się w duże bluzy z kapturem i długie spodnie dżinsowe.
- No na imprezę- powiedziała, po czym założyła swój zegarek na lewą rękę.
-Czekaj chwileczkę! Dzisiaj są święta donikąd nie idziesz!- zaprotestował i kilka razy kliknął coś na zegarku przez co cały dom został zamknięty- masz się mnie słuchać! Bo to ja Cię wziąłem pod opiekę, po tym jak nasi rodzice umarli!
Dobrze wiedział że rozmowa o rodzicach to jej słaby punkt. Widział, że miała już łzy
w oczach.
-Jak możesz?! Mówisz tak jak bym była dla ciebie tylko rozpieszczonym bachorem, a nie twoją młodszą siostrą-oburzyła się i wybuchnęła płaczem przez co cały makijaż legł w gruzach. Padła na łóżko i wtuliła się w poduszkę. Patrzył na nią jeszcze przez chwilę nie wzruszony jej łkaniem. W końcu jednak poczuł się winny i usiadł na jej łóżku.
- Przepraszam- powiedział spokojnie i chciał ją pogłaskać po głowie w celu pocieszenia-zdenerwowałem się.
- Zostaw mnie!!- krzyknęła.
-Nie chciałem sprawić żebyś płakała. Dzisiaj Boże Narodzenie, chodź pójdziemy zjeść jakąś potrawę wigilijną  i odpakujemy prezenty. W tym roku kupiłem ci coś superowego- powiedział, ona przestała płakać i otarła oczy ręką usiadła obok niego i przytuliła się        
- przepraszam-powiedziała cicho. Wstali obydwoje i poszli coś zjeść.

Po mile spędzonych Świętach Bożego Narodzenia nadszedł czas Sylwestra. Tej nocy Asia, Alicja i Melchior spędzili czas razem dobrze się bawiąc. Asia długo myślała nad tym czy trenować do pierwszych swoich wyścigów w Lesie Wybrańców. Wreszcie podjęła decyzję..
-Nie przeszkadzam Ci?-zapytałam.
-Nie, ty mi nigdy nie przeszkadzasz.- powiedział, a ja jak zawsze poczułam"motylki w brzuchu".
-Wpadniesz do mnie dziś?-spytałam.
-Jasne, już idę. Do zobaczenia skarbie.
-Pa Misiu.
Chwilę po rozłączeniu się ktoś zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć. Okazało się, że to Melchior, więc wpuściłam go do środka, a on uśmiechnął się do mnie serdecznie.
-To co, idziemy do pokoju?- zapytał.
-Jasne.
Przeszliśmy do mojego fioletowego pokoju. Gdy już weszliśmy, zamknęłam drzwi
i zobaczyłam, że on już siedzi na mojej kanapie podeszłam do niego i mocno go  przytuliłam,  a on oplótł rękami moją talię.
-Tęskniłem, wiesz?-zapytał kiedy wreszcie się od niego odkleiłam.
-Takkk, a ja nie- droczyłam się z nim.
-Tak mówisz-powiedział, i przyciągnął mnie do siebie chcąc mnie pocałować, w ostatniej chwili wyrwałam się z uścisku. A on lekko posmutniał.
-Przepraszam, ale nie mam ochoty na pieszczoty... -powiedziałam i stanęłam przed nim, spuszczając głowę.
-Coś się stało?-zapytał zmartwiony.
-Chcesz być moim trenerem?- zignorowałam jego pytanie.
-Co?-zapytał najwyraźniej  zdziwiony.
-Zbliża się wyścig w "Lesie Wybrańców". Chcę, abyś mnie trenował bym była razem z tobą jedną z Wybranych- powiedziałam poważnie.

1 komentarz:

  1. Wow super pisz tak dalej!! 1!!
    Serio wciagnelam sie chce wiedziec co bedzie dalej dlaczego urywasz w takich momentach hehe? (Zartuje, kocham cie za to)
    Pozdrawiam i dodawaj czesciej!!!!!

    OdpowiedzUsuń