wtorek, 8 września 2015

Rozdział 4

Witajcie kochani!
Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale oto jest rozdział 4 :)
Dedykuję go Marysi, Wice i Oldze, które bardzo mi pomogły.
Miłego czytania!

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Tej nocy dziewczynki bawiły się świetnie. Z początku Ashley „podpierała ściany” jednak po wypiciu pięciu kieliszków alkoholu, wreszcie dołączyła do Charlotte szalejącej na parkiecie z chłopakami.

Tymczasem na płycie południowo-zachodniej (w Afryce)

-Tato proszę Cię, przestań wreszcie pić ten alkohol- westchnęła bezradnie Carmen- czternastoletnia szatynka o piwnych oczach. Stała teraz przed jej ojcem w luźnej czarnej bluzie i dresach i zbierała butelki po piwie.
-Jak ty śmiesz tak do mnie mówić, ty mały nicponiu- wydukał nietrzeźwy, po czym zamachnął się jedną z butelek celując w córkę. Ta jednak w porę się uchyliła i uniknęła pocisku, który walnął w ścianę. Popatrzyła się tylko na rozbita butelkę, podeszła i jak najszybciej pozbierała szkła wychodząc z pokoju. Następnie skierowała się do kuchni. Na jednym z krzeseł siedziała jej młodsza siostra Diana, patrzyła w okno.
Tego dnia było bardzo wilgotno przez co rude włoski pięcioletniej dziewczynki zaczęły się kręcić, opadały na ramiona. Jej małe, zielone oczka wpatrywały się w obraz za oknem. Wyglądała, jakby na coś lub kogoś czekała.
- Diana, chcesz coś może zjeść?
-Nie, dziękuję- powiedziała nieco zaskoczona obecnością siostry.- Jak tam Miron? Spotykasz się dziś z nim?
-Tak, muszę mu powiedzieć o bardzo ważnej rzeczy.
-A zabierzesz mnie ze sobą? Proszę Carmen!- powiedziała błagalnym głosem i uklękła przed siostrą
- Przepraszam ale nie dzisiaj, idź się pobawić przed domem. Ja pójdę do niego teraz- rzekła Carmen, po czym założyła kurtkę i wyszła z domu. Tego dnia pogoda nie dopisywała, ciągle padał rzęsisty deszcz i wiał silny wiatr. Dziewczyna skierowała się w stronę domu Mirona. Podczas drogi przechodziła przez małą górkę, pamiętała jak przychodziła tam z całą rodziną, aż do tego feralnego dnia... Zdarzyło się to 8 sierpnia (miała wtedy 9 lat, a Diana roczek) kiedy to podczas przyjemnej wycieczki rodzinnej, poszli na tą właśnie pobliską górkę zrobić sobie rodzinny piknik. Atmosfera była świetna i wszyscy dobrze się bawili dopóki… rodzice Carmen zaczęli się kłócić. Z początku przepychali się tylko, jednak ojciec Carmen za mocno popchnął żonę, a ta upadła, walnęła głową w stojący tam kamień i straciła przytomność. Nagle dotarło do niego co zrobił , szybko zadzwonił po pogotowie. Tej nocy czuwał u niej przy jej łóżku w szpitalu, jednak matka Carmen zmarła, od tego czasu ojciec przepija całe dnie starając się zapomnieć o tym co zrobił.
Te myśli były bardzo przygnębiające dla Carmen, chciała jak najszybciej znaleźć się w domu Mirona. W końcu dotarła do domku pod którym mieszkał. Zapukała do drzwi, kilka minut później w drzwiach stanął Miron, jej chłopak miał krótkie brązowe włosy i jasną cerę jak na Afrykanina, nosił także okulary które zasłaniały jego duże, piwne oczy. Był nawet dobrze zbudowany, ponieważ często pomagał rodzicom w pracach gospodarczych. Wpatrywał się właśnie w swoją dziewczynę.
- Chodź, wejdź do środka, proszę- rzekł i zaprosił ją do środka. Weszła, zdjęła mokrą kurtkę i powiesiła ją na wieszaku.
-Musimy pogadać- powiedziała poważnie, patrząc Mironowi w oczy.
-Czekaj zrobię nam herbaty, jesteś cała mokra. W łazience leży suszarka, idź wysusz chociaż włosy.
-No dobrze-powiedziała wzdychając. Szybko doprowadziła się do porządku, wyszła z łazienki i skierowała się do kuchni. Na stoliku leżały dwie herbaty. Usiadła na jednym z krzesełek, naprzeciwko niej siedział Miron. Patrzył się na nią zmartwiony.
-Miron, nie mogę już z tobą być, zrywam z Tobą- powiedziała, a w kącikach jej oczu pojawiły się łzy, szybko wstała, podbiegając do drzwi chwyciła kurtkę i wyszła.

To niewiarygodne, jak czas szybko leci… Nagle z początku stycznia nastał koniec. Jednak nie każdy ćwiczył tak ja Asia z Melchiorem. Prawie cały miesiąc poświęcili na przygotowania, tylko ostatni tydzień odpoczywali i tak właśnie nastał dzień wyścigu w Lesie Wybrańców.

-Boję się- powiedziałam, przytulając się do Alicji. Wiedziałam, że to może być mój ostatni dzień w życiu i mogę nie zobaczyć już moich bliskich, przez strasznie bolał mnie brzuch ze stresu. Tego dnia miałam na sobie mój nowy fioletowy kombinezon, który dostałam na Święta. Moje długie włosy były spięte w idealnego kucyka na czubku głowy.
- Nie masz się czego obawiać, wszystko będzie dobrze- powtarzała mi, próbując mnie uspokoić. Oderwałam się od niej i wzięłam ją za rękę, ciągnąc w stronę Melchiora. Stanęłam przed nim i krzywo się uśmiechnęłam, udając przed nim, że wcale się nie stresuję tym wszystkim.
-Co księżniczko strach Cię obleciał?- powiedział i uśmiechnął się szyderczo, na co ja zaczęłam chichotać, (zawsze rozśmieszało mnie to określenie) przytuliłam go życząc powodzenia, to samo powiedziałam Alicji. Odeszłam od przyjaciół i podeszłam do rodziców, pożegnałam się z nimi, po czym skierowałam się na moje miejsce startu. Cały Las Wybrańców był otoczony wielkim murem i każdy biorący udział miał wyznaczone miejsce startu, wyglądało to tak jak miejsce parkingowe, tylko że dla ludzi. Ustawiłam się na moim, czekając aż zrobią to pozostali. Nagle zamiast Helen z mojego zegarka odezwał się męski głos
- Proszę ustawić się na miejsca i przygotować do startu.- wywnioskowałam że to musiał być organizator. Zestresowałam się jeszcze bardziej, szczególnie że przede mną nie było żadnego przejścia tylko ceglany mur. Nagle na nim pojawił się napis „Gotowa do startu?”, przez co krew w moich żyłach popłynęła szybciej, a serce zaczęło bić jak szalone. W myślach cały czas powtarzałam sobie „tylko nie panikuj dziewczyno”. Wpatrywałam się w mur i wówczas tekst zmienił się na „Start”. Nagle ceglana ściana zniknęła i pokazało się przejście. Przebiegłam na drugą stronę, momentalnie mój zegarek zaczął wibrować. Zerknęłam na niego, wyświetlił się na nim tekst z zagadką
                          
                                                         Gdy się czujesz jak worek
                                                         Powal głowa w drzew korę
                                                        To na wszystko pomoże
                                                       A gdzie zrobić to możesz?


Strach mnie paraliżował i przez to nie mogłam znaleźć rozwiązania tej zagadki. Stałam wpatrując w wielki wodospad przede mną.
-Aśka! Myśl! Uspokój się! Co to może być?- strofowałam się w myślach. Wiedziałam, że zagadka nie może być trudna, powinnam ją umieć, bo dużo ćwiczyłam z Melchiorem. Siadłam na brzegu oczka, do którego wpadała woda, a jej szum dział na mnie uspokajająco. Zaczęłam rozglądać się wokół, nagle moją uwagę przykuło samotne drzewo stojące niedaleko. Spojrzałam jeszcze raz na zagadkę i właśnie mnie olśniło. Złapałam się za głowę karcąc się w myślach i zaczęłam biec przed siebie. Biegłam szukając jakiegoś lasu. W pewnym momencie wpadłam na świetny pomysł.
-Jeśli wespnę się na jakąś wysoką górę, będę widziała całą okolicę.
Jak pomyślałam, tak też zrobiłam. Kiedy dotarłam na sam szczyt z mojego podręcznego plecaczka wyciągnęłam mój „Tablet”(który miał za zadanie zapisywać automatycznie obraz, otaczającej go okolicy, lecz robił to tylko kiedy był na dużych wysokościach i żadne budowle mu nie przeszkadzały. Taka nowoczesna mapa) zeskanował teren pokazując mi w którą stronę mam podążać. Dzięki niemu szybko znalazłam już las. Stanęłam w nim czekając aż przyślą mi nową zagadkę. Czekałam, czekałam ale nic… przeczytałam jeszcze raz.
- Powal głową w drzew korę- przeczytałam na głos - Czy ja mam walić głową w drzewo?! Serio?!
Stanęłam przed jednym z drzew i walnęłam w nie głową, zaraz zaczęłam się śmiać „może faktycznie to na wszystko pomaga” zastanawiałam się w myślach. Nagle mój zegarek znów zaczął wibrować i pojawiła się nowa zagadka
                                                 
                                     Gdy nerwy twe zszargane 

                                        I dusza poplątana
                                  W jego szum spokojny się wsłuchaj 
                                  I na wszystkie problemy dmuchaj

Przeczytałam w myślach.
-Co szumi?-  zastanawiałam się - no pewnie jakaś woda. To ten wodospad? Nie, raczej nie! Coś co SPOKOJNIE szumi… yyyy może to…
właśnie, Morze!!
Szybko wyjęłam „tablet”, a ten skierował mnie na wyznaczony mu cel.
Przez jakiś czas biegła, jednak droga nad morze nie była łatwa. Najpierw trzeba było przedrzeć się przez wysokie trawy, następnie musiałam przejść przez mały strumyk, przez co byłam cała mokra. Zmęczona długą wędrówką postanowiłam odpocząć, niedaleko strumyczka znajdowała się dżungla. Doszłam do drzew stojących jeszcze na skraju. Szybko wspięłam się na jedno z nich, po czym wyjęłam z mojego niezawodnego plecaka podręczny hamak i powiesiłam go. Nagle poczułam głód, znów chwyciłam po plecak, wyciągnęłam z niego jedną z kanapek i picie. Usiadłam w hamaku, delektując się ciszą, jaka tam panowała. Tylko ja i ten piękny śpiew ptaków…. I jakieś wrzaski. Co? Chciałam usłyszeć, co krzyczy ten ktoś lub coś.
-Ratunku!!!- usłyszałam stłumiony lament.

czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział 3

dedykuję ten rozdział mojej szabloniarce, oraz korektorce  <3
miłego czytania :)

---------------------------------------
W poprzednim rozdziale:

"-Coś się stało?-zapytał zmartwiony.-Chcesz być moim trenerem?
- zignorowałam jego pytanie.
-Co?-zapytał najwyraźniej zdziwiony.-Zbliża się wyścig w "Lesie Wybrańców". Chcę, abyś mnie trenował bym była razem z tobą jedną z Wybranych- powiedziałam poważnie."
-Jesteś tego pewna, że chcesz bym był twoim trenerem?-zapytał Melchior.
- Tak! Musisz mnie tak wyszkolić bym była najlepsza.
-Oki doki, to kiedy zaczynamy?
-Teraz-odpowiedziałam, po czym zdjęłam spodnie i bluzkę, a on po patrzył się na mnie zdziwiony. No oczywiście nie byłam goła, bo pod spodem miałam stary czarny, ortalionowy kombinezon po mojej mamie, który opinał się na moim ciele, podkreślając moją szczupłą sylwetkę. Szybko zrobiłam kucyka na czubku głowy.
-To co idziemy?- zapytałam go, gdy byłam już gotowa. A on nadal patrzył na mnie zszokowany.
-Coś ze mną nie tak?- zapytałam zmartwiona podchodząc do lustra, a on wreszcie się ocknął.
-Nie, wszystko w porządku. Wyglądasz ślicznie.- powiedział uśmiechając się ciepło. Wyszliśmy na dwór, było mi zimno (-6°C), ponieważ byłam tylko w cienkim kombinezonie. Wiedziałam jednak że nie mogę tego po sobie poznać.
-Muszę być twarda- powtarzałam sobie w myślach.
Na szczęście po 15 minutach dotarliśmy na miejsce. Był to ogromny zalew miałam go okrążyć 3 razy, czyli zrobić jakieś 5 kilometrów. Podjęłam się wyzwania.
-Dzięki temu będzie mi cieplej- pomyślałam, a ta myśl dodała mi otuchy.
-Jesteś gotowa?- zapytał Melchior, przestawiając zegarek na tryb " stoper".
-Jak nigdy- rzekłam.
-Gotowa do startu?! Start!- wrzasnął, a ja ruszyłam do przodu. Od razu zrobiło mi się cieplej, biegłam równym tempem, nie chcąc się za nad to zmęczyć. Pierwsze kółko i połowa drugiego poszła jak z płatka. Później było już coraz gorzej, ponieważ zamiast miłego ciepła było mi gorąco.
-Zaraz zemdleje.- pomyślałam w duchu.
Zimne powietrze wpadało do moich płuc przez co przeszedł mnie nie miły dreszcz. Na ostatnim odcinku zobaczyłam, że Melchior stoi na środku wyciągając ręce w moją stronę, w jednej trzymał jego brązową grubą kurtkę. Widząc go przyśpieszyłam, po czym wpadłam w jego ramiona nie mogąc złapać tchu.
-Wszystko w porządku?-zapytał z troską w głosie. Kiwnęłam głową na znak że "tak".
-Spisałaś się, wiesz?- powiedział, głaszcząc mnie po głowie. Podniosłam głowę do góry, ( był o wiele wyższy ode mnie) i popatrzyłam mu w oczy, posyłając mu szczery uśmiech. Widząc, że jestem całkowicie wykończona podniósł mnie i posadził na ławce,(na której, on cały czas siedział kiedy ja biegałam) podając mi wodę. Wreszcie mój oddech się uspokoił.
-Dzięki- powiedziałam w końcu.- To co teraz mój trenerze?
-Poćwiczymy twój umysł- stwierdził i uśmiechnął się do mnie.
-Oki doki.
Siedzieliśmy na tej ławce, rozwiązując zagadki wymyślone przez Melchiora, świetnie się przy tym bawiąc. Nie przeszkadzało nam nawet to, że zaczęło się ściemniać i z każdą chwilą było coraz bardziej zimno. W pewnym momencie na gwieździstym firmamencie pojawił się ogromny księżyc.
-Kocham cię wiesz?- przerwał ciszę która właśnie nastała.
- Ja ciebie też- powiedziałam, patrząc mu w jego głębokie niebieskie oczy. Nagle on zaczął zbliżać się do mnie w celu pocałowania mnie.
-Nie, nie, jeszcze nie teraz!- upominałam się w myślach i zrobiłam to co zawsze robię. Położyłam palec na jego ustach.
-Nie, jeszcze nie- powiedziałam cicho, a on tak jak zawsze posmutniał, nagle w jego oczach zamiast rozpaczy pojawił się gniew.
- Mam już tego dość! Zawsze psujesz klimat!- powiedział, wstał i popatrzył na mnie wściekły. Na co ja podeszłam do niego popatrzyłam mu w oczy.
-Za dużo gadasz- rzuciłam od nie chcenia. Szybko oplotłam jego szyję, stanęłam na palcach, darząc go krótkim pocałunkiem w usta. Oderwałam się od niego i jak gdyby nigdy nic zaczęłam iść w stronę domu. To było dla mnie naprawdę trudne szczególnie, że podświadomość mówiła stanowczo "nie". Cała wręcz płonęłam. Po kilkunastu metrach odwróciłam się jeszcze, jednak rozczarowana zobaczyłam Melchiora stojącego w tym samym miejscu. Wyglądał na zszokowanego całym zdarzeniem. Zaczęłam iść dalej, nie odwracając się więcej. Nagle ktoś złapał mnie za rękę i zostałam przyciągnięta stronę nieznajomego. W świetle latarni poznałam ,że to Melchior. Szybko dotknął moich policzków, wbijając się ustami w moje, a ja objęłam jego szyję. Staliśmy tak dość długo całując się. Kiedy skończyliśmy odprowadził mnie do domu.
Tymczasem na płycie północno-zachodniej (w Ameryce Północnej).
-Boże Ashley wyłaź z tej nory!!- wrzasnęła Charlotte do swojej najlepszej przyjaciółki- nic tylko siedzisz i nic nie robisz no! Weź się dziewczyno rozerwij zaraz będzie wyścig w Lesie Wybrańców!
-Och Lotte... no właśnie to nie czas na wychodzenie z domu... lepiej posiedzę przejrzę jeszcze parę łamigłówek. - powiedziała Ashley.
Była szczupłą dziewczyną o szaro-niebieskich oczach. Miała złote włosy do ramion które zazwyczaj lubiła związywać w kucyka. Ubierała się w wygodne bluzki i spodnie które zwisały na jej ciele. Była cicha i skromna nie lubiła wyróżniać się z pośród tłumu. Generalnie chłopaki nie bardzo zwracali na nią uwagę, a jej bogaci rodzice traktowali ją jak powietrzę ponieważ twierdzili, że nie zachowuje się jak ”jedna z nich”. Ashley ogólnie była by nikim gdyby nie jej przyjaciółka Charlotte. Ta z kolei była wybuchowa, szczera i odważna. Miała krótkie brązowe włosy i piwne oczy, do tego śniadą cerę. Lubiła nosić luźne bluzki i rurki, lecz na imprezy zawsze ubierała się na tyle seksownie, by każdy chłopak zwrócił na nią uwagę. Ogóle bardziej dogadywała się z chłopakami, ale Ashley znała ją od przedszkola i ona była wyjątkiem. "To taka przyjaciółka od zawsze" wszystkim tak powtarzała.

-Boże Ashley z tobą to siedem światów...- westchnęła Charlotte, przewracając oczami. Popatrzyła swojej przyjaciółce w oczy z nadzieją, starając się zrobić "kocie oczka", by ta chociaż raz się zgodziła-proszę...

-Dobrze...- odparła Ashley, po chwili ciszy, wahając się jeszcze. Nie wiedziała czy dobrze postępuje ogólnie to nie lubiła płci przeciwnej.
-Boże!! Udało się!!!- wrzasnęła Lotte na cały dom, tańcząc przy tym z radości.- Dobra pokazuj te twoje cichy!
- Proszę- powiedziała Ashley wskazując na ogromną szafę, Charlotte podbiegła szybko i wcisnęła przycisk na środku. Nagle ta otworzyła się ukazując wnętrze, lecz nie takie jak spodziewała się Charlotte. Nie było w niej nic w co mogła by się ubrać na imprezę, dziewczyna posmutniała w duchu. Zaraz jednak znalazła rozwiązanie. Wyjęła z szafy jedną bluzek, była czarna z małym dekoltem i długim rękawem, do tego długą spódnicę która opinała się na szczupłym ciele Ashley.
-Co ty robisz??!- wrzasnęła Ashley kiedy Charlotte wołała już swoim zegarkiem Bona(robota Ashley, który zajmuje się projektowaniem ubrań)
-Coś dzięki czemu będziesz rozchwytywana- powiedziała Lotte uśmiechając się chytrze do zrozpaczonej Ashley, która poddała się bez walki. Nagle do pokoju wjechał Bono
- w czym mogę służyć- powiedział robotowym głosem, kłaniając się Charlotte.
-Hej Bono! Mam do ciebie sprawę...- powiedziała Charlie zaczynając tłumaczyć robotowi swój plan
-Oki doki?
-Oki doki już zabieram się do pracy.
Robot wziął rzeczy i zaczął je przerabiać. Najpierw powiększył dekolt i przyciął dół bluzki tak by gdy ją się założy widać było brzuch , do tego skrócił do ramiączek, a tylną stronę zrobił z seksownej czerwonej koronki. Odstawił ją i zabrał się za spódniczkę. Z nią miał mniej pracy ponieważ wyciął ją tak by stała się mini i zakrywała tylko pupę.
Kiedy robot kończył swoją pracę dziewczynki siedziały na łóżku. Ashley bardzo bała się efektu, to nie było w jej stylu te całe "imprezy". Czemu ma taką przyjaciółkę?
-Skończyłem- powiedział robot i obie dziewczynki podbiegły do niego. Ich miny całkowicie się różniły. Ashley popatrzyła na "jej" ubrania z po wątpieniem, natomiast Charlotte była zadowolona z efektu końcowego.
-Yyy ja ma to założyć? Ja?- powiedziała cicho Ashley
-Tak- uśmiechnęła się chytrze Charlotte, lecz zauważyła że jej przyjaciółka nie jest zadowolona.
-Spokojnie będzie fajnie zobaczysz- dodała ciepło.- A teraz idź przebierz się do łazienki
Ashley posłusznie zabrała rzeczy i poszła się ubrać w nowy strój.
- Jak... ja...wyglądam?-wyszła nieśmiało z łazienki, krępując się każdym ruchem i poprawiając swoją spódniczkę.
-Bosko, to teraz malowanko
-Nie proszę!
-Oj, już nie marudź.
Wróciły do łazienki. Makijaż wyszedł Charlotte świetnie, a jego nakładanie trwało tylko godzinę. Prócz tego Charli podkręciła włosy Ashley lokówką. Dziewczyna wglądała fenomenalnie sama stwierdziła, że jeszcze nigdy nie widziała siebie takiej "dziwnej"
Kiedy Ashley przegląda się w lustrze swojemu odbiciu , Charlotte weszła do łazienki też się "zrobić na bóstwo". Nie minęło 10 minut a już była gotowa, ubrana w krótką błękitną sukienkę. Zamiast zwykłych prostych włosów miała bujne brązowe loki, do tego idealny makijaż, który podkreślał jej oczy. W ręce trzymała dwie pary czarnych szpilek.
- To co? Idziemy?

wtorek, 25 sierpnia 2015

Rozdział 2

W poprzednim rozdziale:

"- Po co mi to pokazałaś?- zapytała Alicja znudzona tym "krótkim" trwającym pół godziny filmikiem.- Przecież w szkole na historii cały czas tylko o tym mówimy.- W sumie racja chciałam Ci tylko przypomnieć, ponieważ uznałaś, że "zawody" już nie długo się zaczną- odpowiedziałam. - Noooo tak bo już 3 stycznia zacznie się wybór  Wybrańców- powiedziała Alicja.-Fakt.Nagle  naszą dyskusje przerwała Helen.-Asiu, dzwoni do ciebie nieznany numer."


- Chcesz odebrać ten telefon?-zapytała Helen.
-Tak- odparłam.
-Halo- usłyszałam głos jakiegoś chłopaka.
-Halo, kto mówi?
-Cześć skarbie, nie poznajesz mnie?-zapytał.
Po jego słowach poczułam miły uścisk w brzuchu.
- Oh to ty Melchior, nie wyświetlił mi się twój numer.
- No tak, bo go zmieniłem. Właśnie dzwonie ci o tym powiedzieć. Widzimy się dzisiaj?- zapytał z nadzieją w głosie.
- Nie mogę, siedzę z Alicją.
- Aaa no dobra, to nie będę wam przeszkadzał.- powiedział zawiedziony-Do zobaczenia kiedy indziej myszko. Całuski pa pa.
- Pa pa Misiu- powiedziałam i rozłączyłam się przy pomocy Helen.
- Czy ty masz chłopaka?!- wrzasnęła zdziwiona Alicja.
- Tak- odparłam bez wahania.
- Co?! Gadaj mi tu o nim wszystko!- zażądała Ala.
-No oki, jak już pewnie słyszałaś ma na imię Melchior i jest ode mnie  3 lata starszy. To ciemny blondyn o niebieskich oczach, jasnej cerze i umięśnionym ciele.
-Dupeczka, musisz mnie z nim poznać- powiedziała Ali zainteresowana chłopakiem.
-Eeeej, chwileczkę on jest mój- oznajmiłam wściekła i nagle obie równocześnie zaczęłyśmy się śmiać.

Tak mijały dni na beztroskiej zabawie, Asia prawie codziennie spotykała się
z Alicją albo Melchiorem. Nadchodził czas Świąt Bożego Narodzenia. Przez co każdy kto miał "zegarek" zamawiał na nim prezenty.Większość prezentów to broń, ponieważ każdy czuł że przygotowania do wojny zbliżały się.

- Ojej ile prezentów!- wrzasnął na cały dom Mikołaj, mój młodszy brat. Ma 11 lat i jest jasnym blondynem o niebieskich oczach i zazwyczaj bladej twarzy jak ściana. Lubi nosić czapki z daszkiem, koszulki z krótkim rękawem (zazwyczaj z jakimiś napisami) i spodnie za kolana. Nie da się ukryć że jest typowym " flirciarzem". Rozkocha w sobie dziewczynę  i jest
z nią tydzień, po czym rzuca ją dla innej.
Z moich przemyśleń na temat Mikołaja wyrwała mnie moja mama Laura. Ubrana odświętnie w szarą, elegancką sukienkę i czarne rajstopy. Na ręce miała kilkanaście srebrnych i czarnych bransoletek, a na szyji  srebrny wisiorek w kształcie serca. Szła dostojnie niosąc jakąś misę
z  potrawą. Kiedy w końcu położyła ją na przystrojonym stole. Przeczesała swoje brązowo-czarne, kręcone włosy do ramion, które tego odświętnego dnia były zrobione przy pomocy lokówki.Odwracając się do mnie przodem pokazała też twarz, która była pokryta starannym makijażem.
-Asia, wstawaj i pomóż mi i tacie. Przynieś, proszę z kuchni barszcz czerwony.
 Wchodząc do kuchni zobaczyłam mojego tatę, również trzymającego jakąś potrawę wigilijną. Miał na imię Stefan. Był dzisiaj ubrany w elegancki garnitur, którego zazwyczaj nie nosił, wolał ciemne bluzki z krótkim rękawem i długie spodnie.
Wzięłam miskę i poszłam do jadalni. Wszystko było już gotowe. Podzieliliśmy się opłatkiem, po czym usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść. Po obfitym posiłku rozpakowaliśmy prezenty. Dostałam piękny fioletowy (pewnie jak już się domyślacie uwielbiam ten kolor) kombinezon z ortalionu i liliową bransoletkę, z której wychodzą ostrza. Moja mama dostała buty odrzutowe i czarną sukienkę. Mój tata i brat dostali pistolety. Cały wieczór była cudowna atmosfera.
Tymczasem na płycie południowo-zachodniej (w Australii).
-Britney podaj mi proszę mój zegarek, bo się wreszcie naładował-  poprosił Kacper swoją młodszą siostrę.
-Chyba śnisz ty tępaku! Idź se sam-prychnęła Britney, która właśnie kończyła malować sobie rzęsy  czarnym tuszem, ponieważ uważała, że ma je rude. Miała 14 lat, ale jak na swój młody wiek uwielbiała imprezy. Włosy miała jasnego blondu (wpadające w rudy), sięgające do talii. Jej ogromne piwne oczy dodawały uroku, przez co podobała się wielu chłopakom.  Lubiła nosić bluzki na ramiączkach i krótkie spódniczki, uważała, że wygląda w nich seksownie.
-Gdzie idziesz?- zapytał Kacper. Był dosyć wysokim dwudziestolatkiem. Miał włosy w kolorze jasnego blondu i niebieskie oczy. Nosił okulary z Wyborowej na czole, nie na głowie. Lubił ubierać się w duże bluzy z kapturem i długie spodnie dżinsowe.
- No na imprezę- powiedziała, po czym założyła swój zegarek na lewą rękę.
-Czekaj chwileczkę! Dzisiaj są święta donikąd nie idziesz!- zaprotestował i kilka razy kliknął coś na zegarku przez co cały dom został zamknięty- masz się mnie słuchać! Bo to ja Cię wziąłem pod opiekę, po tym jak nasi rodzice umarli!
Dobrze wiedział że rozmowa o rodzicach to jej słaby punkt. Widział, że miała już łzy
w oczach.
-Jak możesz?! Mówisz tak jak bym była dla ciebie tylko rozpieszczonym bachorem, a nie twoją młodszą siostrą-oburzyła się i wybuchnęła płaczem przez co cały makijaż legł w gruzach. Padła na łóżko i wtuliła się w poduszkę. Patrzył na nią jeszcze przez chwilę nie wzruszony jej łkaniem. W końcu jednak poczuł się winny i usiadł na jej łóżku.
- Przepraszam- powiedział spokojnie i chciał ją pogłaskać po głowie w celu pocieszenia-zdenerwowałem się.
- Zostaw mnie!!- krzyknęła.
-Nie chciałem sprawić żebyś płakała. Dzisiaj Boże Narodzenie, chodź pójdziemy zjeść jakąś potrawę wigilijną  i odpakujemy prezenty. W tym roku kupiłem ci coś superowego- powiedział, ona przestała płakać i otarła oczy ręką usiadła obok niego i przytuliła się        
- przepraszam-powiedziała cicho. Wstali obydwoje i poszli coś zjeść.

Po mile spędzonych Świętach Bożego Narodzenia nadszedł czas Sylwestra. Tej nocy Asia, Alicja i Melchior spędzili czas razem dobrze się bawiąc. Asia długo myślała nad tym czy trenować do pierwszych swoich wyścigów w Lesie Wybrańców. Wreszcie podjęła decyzję..
-Nie przeszkadzam Ci?-zapytałam.
-Nie, ty mi nigdy nie przeszkadzasz.- powiedział, a ja jak zawsze poczułam"motylki w brzuchu".
-Wpadniesz do mnie dziś?-spytałam.
-Jasne, już idę. Do zobaczenia skarbie.
-Pa Misiu.
Chwilę po rozłączeniu się ktoś zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć. Okazało się, że to Melchior, więc wpuściłam go do środka, a on uśmiechnął się do mnie serdecznie.
-To co, idziemy do pokoju?- zapytał.
-Jasne.
Przeszliśmy do mojego fioletowego pokoju. Gdy już weszliśmy, zamknęłam drzwi
i zobaczyłam, że on już siedzi na mojej kanapie podeszłam do niego i mocno go  przytuliłam,  a on oplótł rękami moją talię.
-Tęskniłem, wiesz?-zapytał kiedy wreszcie się od niego odkleiłam.
-Takkk, a ja nie- droczyłam się z nim.
-Tak mówisz-powiedział, i przyciągnął mnie do siebie chcąc mnie pocałować, w ostatniej chwili wyrwałam się z uścisku. A on lekko posmutniał.
-Przepraszam, ale nie mam ochoty na pieszczoty... -powiedziałam i stanęłam przed nim, spuszczając głowę.
-Coś się stało?-zapytał zmartwiony.
-Chcesz być moim trenerem?- zignorowałam jego pytanie.
-Co?-zapytał najwyraźniej  zdziwiony.
-Zbliża się wyścig w "Lesie Wybrańców". Chcę, abyś mnie trenował bym była razem z tobą jedną z Wybranych- powiedziałam poważnie.

piątek, 21 sierpnia 2015

Rozdział 1


Myśleliście kiedyś jak będzie wyglądała przyszłość? Co się będzie w niej działo?  Oczywiście, że tak, głupio pytam. Pewnie w waszej wyobraźni jest kolorowa i piękna lub smutna i ciemna. Chciałabym wam  opowiedzieć co faktycznie się w niej kiedyś zdarzy. Wobec tego usiądźcie wygodnie i posłuchajcie. 



-Hej Alicja- przywitałam ciepło moją 17 letnią przyjaciółkę. Miała długie, gęste czekoladowe włosy, a gdzieś pośród nich wystawało jedno różowe pasemko. Zawsze marzyłam o takich włosach, zazdrościłam jej ich... A prócz tego miała też  ciemne piwne oczy (których nigdy nie lubiła malować) i śniadą  cerę co dodawało jej uroku.  Lubiła nosić  czarne bluzki na ramiączkach i szare leginsy. Dziś miała na sobie ciepłą oczywiście czarną kurtkę z białym puchatym kapturem i brązowe kozaki. Stała teraz w drzwiach mojego domu. 

-Cześć Asiau -odpowiedziała pieszczotliwie. Zawsze mnie tak nazywa. Ogólnie to mam na imię Asia. Mam dość długie włosy (do wcięcia w tali) ciemnego blondu, a końcówki ich są niebieskie podobnego koloru do moich oczu.  Stałam przed Alicją w błękitnej sukience typu bombka. Zaprosiłam ją serdecznie do środka, a ona weszła bez wahania. Przechodząc korytarzem kierując się do mojego pokoju. Wyglądała na przygnębioną. Poszłam za nią.
-Coś się stało?- powiedziałam z troską. Popatrzyła się na mnie spode łba.
-Tak- odparła bez wahania i zmierzyła mnie wzrokiem. Usiadłyśmy razem na kanapie u mnie w pokoju. Czekałam, aż zacznie mówić co się stało. 
-Zaczyna się- odparła krótko patrząc mi prosto w oczy.
- Ale co?- popatrzyłam na nią zdziwiona.
- No wojna... Boże ty tępaku- powiedziała poirytowana.
- Nie no co ty przecież dzisiaj mamy 16.12.3008 dopiero za rok - dotknęłam kilka razy zegarka na mojej prawej ręce. 
-Witaj Asiu- odezwał się do mnie delikatny żeński głos z zegarka. 
-Hej Helen- powiedziałam ciepło do zegarka- pokaż mi proszę historię naszych "zawodów".
-Już się robi- powiedziała Helen ( czyli głos zegarka).

 Nagle światło zgasło, a ściany w całym pokoju pokryły się obrazem holograficznym. Wyciągnęłam rękę do przodu wskazując na artykuł który mnie interesował, momentalnie  rozwinął się. Na wszystkich ścianach pojawił się filmik. Wskazałam na niego ręką chcąc go uruchomić.W całym pokoju słychać już było jak jakiś facet tłumaczy całą historie tak zwanych "zawodów ogólnoświatowych".                                                                                                                                                                                                

''Wszystko zaczęło się odkąd Felix Anderson w 2560  wymyślił  "eliksir młodości". Od tego momentu wszyscy ludzie zaczęli pić go regularnie na czczo  po przebudzeniu. Przez wiele lat ludzie nie starzeli się. Starzy ludzie nie umierali, a młodych coraz więcej przybywało na ten świat.  Wobec tego mądry człowiek Harold Rupert w 2712 wymyślił tak zwane "zawody" by zmniejszyć przyrost naturalny. Podzielił cały świat na tak zwane cztery "płyty". Można było je łatwo znaleźć jeśli choć trochę uczyliście się na geografii. Płyty oddziela południk 0° i równik. Więc ich nazwy to :- Północno-Wschodnia - Północno- Zachodnia - Południowo- Zachodnia- Południowo- WschodniaWarunek jest jeden ludzie z tej samej płyty nie mogą się zabijać. Można tylko atakować istoty z przeciwnych ćwiartek. Łatwo jest rozróżnić ludzi ze swojej części, ponieważ od razu po urodzeniu wstrzykuje się im czip który uaktywnia się po przekroczeniu płyty. Przez co wiedzą kto jest wrogiem, a kto nie.Zawody te odbywają się co 10 lat i trwają 3 lata. Jeden rok na przygotowania, pozostałe tylko na bitwę. Wszystko to działa w jednej wielkiej harmonii. Wyobraźcie sobie rok 2719, w tym roku zamykają wszystkie szkoły, prace itd i uczą walki jak przetrwać. Dokładnie 1 stycznia roku 2720 PRAWIE wszyscy zostają wypuszczeni jak z klatki tylko by przetrwać. Jak już wspomniałem PRAWIE wszyscy, ponieważ kobiety w ciąży oraz dzieci do 5 roku życia nie uczestniczą w "zawodach". Do nich dochodzą jeszcze Wybrańcy, którzy tworzą kluczową część  tych "zawodów". Z każdej płyty zostaje wybranych  od 100-300 osób  w różnym wieku. Celem wybranych jest w razie konieczności sprawić, by "przetrwał gatunek" ludzkiej rasy. Wybrańcy mają przez te 3 lata życie po królewsku.Czego sobie zażyczą już to mają. Mieszkają oni w Strefie Bezpieczeństwa, o której wiedzą tylko organizatorzy danych zawodów. Miejsce tej strefy zmienia się co roku. Zawsze 31 stycznia odbywa się bieg, aby zostać Wybrańcem. Organizatorzy zawodów przez 30 dni przygotowują zadania i łamigłówki, które umieszczają w "Lesie Wybrańców". Las ten to miliony pułapek i zagadek, które tylko nie liczni potrafią rozwiązać. Wybrańcy to pierwsze 10 osób które dotrą do mety.Kiedy mija 31 grudnia np 2722 a rozpoczyna się 1 stycznia 2723 wszystko wraca do normy. Wybrańcy i osoby, które przeżyły wracają do swoich domów. Przez siedem lat mają spokój potem znów nadchodzi czas zawodów."


Zakończył facet tymi oto słowami.
- Po co mi to pokazałaś?- zapytała Alicja znudzona tym "krótkim" trwającym pół godziny filmikiem.- Przecież w szkole na historii cały czas tylko o tym mówimy. A tak w ogóle to ten gościu zapomniał dodać o tym, że teraz cały świat mówi w jednym języku-Polskim.
- W sumie racja, chciałam Ci tylko przypomnieć, ponieważ uznałaś, że "zawody" już nie długo się zaczną.- odpowiedziałam. 
- Noooo tak bo już 31 stycznia zacznie się wybór  Wybrańców- powiedziała Alicja 
-Fakt.
Nagle naszą dyskusje przerwała Helen.
-Asiu, dzwoni do ciebie nieznany numer.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

No to mamy rozdział pierwszy! Jeśli wam się podobał to zostawcie po sobie znak w postaci komentarzy! :)