dedykuję ten rozdział mojej szabloniarce, oraz korektorce <3
miłego czytania :)
---------------------------------------
W poprzednim rozdziale:
"-Coś się stało?-zapytał
zmartwiony.-Chcesz być moim trenerem?
- zignorowałam jego pytanie.-Co?-zapytał najwyraźniej zdziwiony.-Zbliża się wyścig w "Lesie Wybrańców". Chcę, abyś mnie trenował bym była razem z tobą jedną z Wybranych- powiedziałam poważnie."
- zignorowałam jego pytanie.-Co?-zapytał najwyraźniej zdziwiony.-Zbliża się wyścig w "Lesie Wybrańców". Chcę, abyś mnie trenował bym była razem z tobą jedną z Wybranych- powiedziałam poważnie."
-Jesteś
tego pewna, że chcesz bym był twoim trenerem?-zapytał Melchior.
- Tak! Musisz mnie tak wyszkolić bym była najlepsza.
-Oki doki, to kiedy zaczynamy?
-Teraz-odpowiedziałam, po czym zdjęłam spodnie i bluzkę, a on po patrzył się na mnie zdziwiony. No oczywiście nie byłam goła, bo pod spodem miałam stary czarny, ortalionowy kombinezon po mojej mamie, który opinał się na moim ciele, podkreślając moją szczupłą sylwetkę. Szybko zrobiłam kucyka na czubku głowy.
-To co idziemy?- zapytałam go, gdy byłam już gotowa. A on nadal patrzył na mnie zszokowany.
-Coś ze mną nie tak?- zapytałam zmartwiona podchodząc do lustra, a on wreszcie się ocknął.
-Nie, wszystko w porządku. Wyglądasz ślicznie.- powiedział uśmiechając się ciepło. Wyszliśmy na dwór, było mi zimno (-6°C), ponieważ byłam tylko w cienkim kombinezonie. Wiedziałam jednak że nie mogę tego po sobie poznać.
-Muszę być twarda- powtarzałam sobie w myślach.
Na szczęście po 15 minutach dotarliśmy na miejsce. Był to ogromny zalew miałam go okrążyć 3 razy, czyli zrobić jakieś 5 kilometrów. Podjęłam się wyzwania.
-Dzięki temu będzie mi cieplej- pomyślałam, a ta myśl dodała mi otuchy.
-Jesteś gotowa?- zapytał Melchior, przestawiając zegarek na tryb " stoper".
-Jak nigdy- rzekłam.
-Gotowa do startu?! Start!- wrzasnął, a ja ruszyłam do przodu. Od razu zrobiło mi się cieplej, biegłam równym tempem, nie chcąc się za nad to zmęczyć. Pierwsze kółko i połowa drugiego poszła jak z płatka. Później było już coraz gorzej, ponieważ zamiast miłego ciepła było mi gorąco.
-Zaraz zemdleje.- pomyślałam w duchu.
Zimne powietrze wpadało do moich płuc przez co przeszedł mnie nie miły dreszcz. Na ostatnim odcinku zobaczyłam, że Melchior stoi na środku wyciągając ręce w moją stronę, w jednej trzymał jego brązową grubą kurtkę. Widząc go przyśpieszyłam, po czym wpadłam w jego ramiona nie mogąc złapać tchu.
-Wszystko w porządku?-zapytał z troską w głosie. Kiwnęłam głową na znak że "tak".
-Spisałaś się, wiesz?- powiedział, głaszcząc mnie po głowie. Podniosłam głowę do góry, ( był o wiele wyższy ode mnie) i popatrzyłam mu w oczy, posyłając mu szczery uśmiech. Widząc, że jestem całkowicie wykończona podniósł mnie i posadził na ławce,(na której, on cały czas siedział kiedy ja biegałam) podając mi wodę. Wreszcie mój oddech się uspokoił.
-Dzięki- powiedziałam w końcu.- To co teraz mój trenerze?
-Poćwiczymy twój umysł- stwierdził i uśmiechnął się do mnie.
-Oki doki.
Siedzieliśmy na tej ławce, rozwiązując zagadki wymyślone przez Melchiora, świetnie się przy tym bawiąc. Nie przeszkadzało nam nawet to, że zaczęło się ściemniać i z każdą chwilą było coraz bardziej zimno. W pewnym momencie na gwieździstym firmamencie pojawił się ogromny księżyc.
-Kocham cię wiesz?- przerwał ciszę która właśnie nastała.
- Ja ciebie też- powiedziałam, patrząc mu w jego głębokie niebieskie oczy. Nagle on zaczął zbliżać się do mnie w celu pocałowania mnie.
-Nie, nie, jeszcze nie teraz!- upominałam się w myślach i zrobiłam to co zawsze robię. Położyłam palec na jego ustach.
-Nie, jeszcze nie- powiedziałam cicho, a on tak jak zawsze posmutniał, nagle w jego oczach zamiast rozpaczy pojawił się gniew.
- Mam już tego dość! Zawsze psujesz klimat!- powiedział, wstał i popatrzył na mnie wściekły. Na co ja podeszłam do niego popatrzyłam mu w oczy.
-Za dużo gadasz- rzuciłam od nie chcenia. Szybko oplotłam jego szyję, stanęłam na palcach, darząc go krótkim pocałunkiem w usta. Oderwałam się od niego i jak gdyby nigdy nic zaczęłam iść w stronę domu. To było dla mnie naprawdę trudne szczególnie, że podświadomość mówiła stanowczo "nie". Cała wręcz płonęłam. Po kilkunastu metrach odwróciłam się jeszcze, jednak rozczarowana zobaczyłam Melchiora stojącego w tym samym miejscu. Wyglądał na zszokowanego całym zdarzeniem. Zaczęłam iść dalej, nie odwracając się więcej. Nagle ktoś złapał mnie za rękę i zostałam przyciągnięta stronę nieznajomego. W świetle latarni poznałam ,że to Melchior. Szybko dotknął moich policzków, wbijając się ustami w moje, a ja objęłam jego szyję. Staliśmy tak dość długo całując się. Kiedy skończyliśmy odprowadził mnie do domu.
- Tak! Musisz mnie tak wyszkolić bym była najlepsza.
-Oki doki, to kiedy zaczynamy?
-Teraz-odpowiedziałam, po czym zdjęłam spodnie i bluzkę, a on po patrzył się na mnie zdziwiony. No oczywiście nie byłam goła, bo pod spodem miałam stary czarny, ortalionowy kombinezon po mojej mamie, który opinał się na moim ciele, podkreślając moją szczupłą sylwetkę. Szybko zrobiłam kucyka na czubku głowy.
-To co idziemy?- zapytałam go, gdy byłam już gotowa. A on nadal patrzył na mnie zszokowany.
-Coś ze mną nie tak?- zapytałam zmartwiona podchodząc do lustra, a on wreszcie się ocknął.
-Nie, wszystko w porządku. Wyglądasz ślicznie.- powiedział uśmiechając się ciepło. Wyszliśmy na dwór, było mi zimno (-6°C), ponieważ byłam tylko w cienkim kombinezonie. Wiedziałam jednak że nie mogę tego po sobie poznać.
-Muszę być twarda- powtarzałam sobie w myślach.
Na szczęście po 15 minutach dotarliśmy na miejsce. Był to ogromny zalew miałam go okrążyć 3 razy, czyli zrobić jakieś 5 kilometrów. Podjęłam się wyzwania.
-Dzięki temu będzie mi cieplej- pomyślałam, a ta myśl dodała mi otuchy.
-Jesteś gotowa?- zapytał Melchior, przestawiając zegarek na tryb " stoper".
-Jak nigdy- rzekłam.
-Gotowa do startu?! Start!- wrzasnął, a ja ruszyłam do przodu. Od razu zrobiło mi się cieplej, biegłam równym tempem, nie chcąc się za nad to zmęczyć. Pierwsze kółko i połowa drugiego poszła jak z płatka. Później było już coraz gorzej, ponieważ zamiast miłego ciepła było mi gorąco.
-Zaraz zemdleje.- pomyślałam w duchu.
Zimne powietrze wpadało do moich płuc przez co przeszedł mnie nie miły dreszcz. Na ostatnim odcinku zobaczyłam, że Melchior stoi na środku wyciągając ręce w moją stronę, w jednej trzymał jego brązową grubą kurtkę. Widząc go przyśpieszyłam, po czym wpadłam w jego ramiona nie mogąc złapać tchu.
-Wszystko w porządku?-zapytał z troską w głosie. Kiwnęłam głową na znak że "tak".
-Spisałaś się, wiesz?- powiedział, głaszcząc mnie po głowie. Podniosłam głowę do góry, ( był o wiele wyższy ode mnie) i popatrzyłam mu w oczy, posyłając mu szczery uśmiech. Widząc, że jestem całkowicie wykończona podniósł mnie i posadził na ławce,(na której, on cały czas siedział kiedy ja biegałam) podając mi wodę. Wreszcie mój oddech się uspokoił.
-Dzięki- powiedziałam w końcu.- To co teraz mój trenerze?
-Poćwiczymy twój umysł- stwierdził i uśmiechnął się do mnie.
-Oki doki.
Siedzieliśmy na tej ławce, rozwiązując zagadki wymyślone przez Melchiora, świetnie się przy tym bawiąc. Nie przeszkadzało nam nawet to, że zaczęło się ściemniać i z każdą chwilą było coraz bardziej zimno. W pewnym momencie na gwieździstym firmamencie pojawił się ogromny księżyc.
-Kocham cię wiesz?- przerwał ciszę która właśnie nastała.
- Ja ciebie też- powiedziałam, patrząc mu w jego głębokie niebieskie oczy. Nagle on zaczął zbliżać się do mnie w celu pocałowania mnie.
-Nie, nie, jeszcze nie teraz!- upominałam się w myślach i zrobiłam to co zawsze robię. Położyłam palec na jego ustach.
-Nie, jeszcze nie- powiedziałam cicho, a on tak jak zawsze posmutniał, nagle w jego oczach zamiast rozpaczy pojawił się gniew.
- Mam już tego dość! Zawsze psujesz klimat!- powiedział, wstał i popatrzył na mnie wściekły. Na co ja podeszłam do niego popatrzyłam mu w oczy.
-Za dużo gadasz- rzuciłam od nie chcenia. Szybko oplotłam jego szyję, stanęłam na palcach, darząc go krótkim pocałunkiem w usta. Oderwałam się od niego i jak gdyby nigdy nic zaczęłam iść w stronę domu. To było dla mnie naprawdę trudne szczególnie, że podświadomość mówiła stanowczo "nie". Cała wręcz płonęłam. Po kilkunastu metrach odwróciłam się jeszcze, jednak rozczarowana zobaczyłam Melchiora stojącego w tym samym miejscu. Wyglądał na zszokowanego całym zdarzeniem. Zaczęłam iść dalej, nie odwracając się więcej. Nagle ktoś złapał mnie za rękę i zostałam przyciągnięta stronę nieznajomego. W świetle latarni poznałam ,że to Melchior. Szybko dotknął moich policzków, wbijając się ustami w moje, a ja objęłam jego szyję. Staliśmy tak dość długo całując się. Kiedy skończyliśmy odprowadził mnie do domu.
Tymczasem na płycie północno-zachodniej
(w Ameryce Północnej).
-Boże Ashley wyłaź z tej nory!!- wrzasnęła Charlotte
do swojej najlepszej przyjaciółki- nic tylko siedzisz i nic nie robisz no! Weź
się dziewczyno rozerwij zaraz będzie wyścig w Lesie Wybrańców!-Och Lotte... no właśnie to nie czas na wychodzenie z domu... lepiej posiedzę przejrzę jeszcze parę łamigłówek. - powiedziała Ashley.
Była szczupłą dziewczyną o szaro-niebieskich oczach. Miała złote włosy do ramion które zazwyczaj lubiła związywać w kucyka. Ubierała się w wygodne bluzki i spodnie które zwisały na jej ciele. Była cicha i skromna nie lubiła wyróżniać się z pośród tłumu. Generalnie chłopaki nie bardzo zwracali na nią uwagę, a jej bogaci rodzice traktowali ją jak powietrzę ponieważ twierdzili, że nie zachowuje się jak ”jedna z nich”. Ashley ogólnie była by nikim gdyby nie jej przyjaciółka Charlotte. Ta z kolei była wybuchowa, szczera i odważna. Miała krótkie brązowe włosy i piwne oczy, do tego śniadą cerę. Lubiła nosić luźne bluzki i rurki, lecz na imprezy zawsze ubierała się na tyle seksownie, by każdy chłopak zwrócił na nią uwagę. Ogóle bardziej dogadywała się z chłopakami, ale Ashley znała ją od przedszkola i ona była wyjątkiem. "To taka przyjaciółka od zawsze" wszystkim tak powtarzała.
-Boże Ashley z tobą to siedem światów...- westchnęła Charlotte, przewracając oczami. Popatrzyła swojej przyjaciółce w oczy z nadzieją, starając się zrobić "kocie oczka", by ta chociaż raz się zgodziła-proszę...
-Dobrze...- odparła Ashley, po chwili ciszy, wahając się jeszcze. Nie wiedziała czy dobrze postępuje ogólnie to nie lubiła płci przeciwnej.
-Boże!! Udało się!!!- wrzasnęła Lotte na cały dom, tańcząc przy tym z radości.- Dobra pokazuj te twoje cichy!
- Proszę- powiedziała Ashley wskazując na ogromną szafę, Charlotte podbiegła szybko i wcisnęła przycisk na środku. Nagle ta otworzyła się ukazując wnętrze, lecz nie takie jak spodziewała się Charlotte. Nie było w niej nic w co mogła by się ubrać na imprezę, dziewczyna posmutniała w duchu. Zaraz jednak znalazła rozwiązanie. Wyjęła z szafy jedną bluzek, była czarna z małym dekoltem i długim rękawem, do tego długą spódnicę która opinała się na szczupłym ciele Ashley.
-Co ty robisz??!- wrzasnęła Ashley kiedy Charlotte wołała już swoim zegarkiem Bona(robota Ashley, który zajmuje się projektowaniem ubrań)
-Coś dzięki czemu będziesz rozchwytywana- powiedziała Lotte uśmiechając się chytrze do zrozpaczonej Ashley, która poddała się bez walki. Nagle do pokoju wjechał Bono
- w czym mogę służyć- powiedział robotowym głosem, kłaniając się Charlotte.
-Hej Bono! Mam do ciebie sprawę...- powiedziała Charlie zaczynając tłumaczyć robotowi swój plan
-Oki doki?
-Oki doki już zabieram się do pracy.
Robot wziął rzeczy i zaczął je przerabiać. Najpierw powiększył dekolt i przyciął dół bluzki tak by gdy ją się założy widać było brzuch , do tego skrócił do ramiączek, a tylną stronę zrobił z seksownej czerwonej koronki. Odstawił ją i zabrał się za spódniczkę. Z nią miał mniej pracy ponieważ wyciął ją tak by stała się mini i zakrywała tylko pupę.
Kiedy robot kończył swoją pracę dziewczynki siedziały na łóżku. Ashley bardzo bała się efektu, to nie było w jej stylu te całe "imprezy". Czemu ma taką przyjaciółkę?
-Skończyłem- powiedział robot i obie dziewczynki podbiegły do niego. Ich miny całkowicie się różniły. Ashley popatrzyła na "jej" ubrania z po wątpieniem, natomiast Charlotte była zadowolona z efektu końcowego.
-Yyy ja ma to założyć? Ja?- powiedziała cicho Ashley
-Tak- uśmiechnęła się chytrze Charlotte, lecz zauważyła że jej przyjaciółka nie jest zadowolona.
-Spokojnie będzie fajnie zobaczysz- dodała ciepło.- A teraz idź przebierz się do łazienki
Ashley posłusznie zabrała rzeczy i poszła się ubrać w nowy strój.
- Jak... ja...wyglądam?-wyszła nieśmiało z łazienki, krępując się każdym ruchem i poprawiając swoją spódniczkę.
-Bosko, to teraz malowanko
-Nie proszę!
-Oj, już nie marudź.
Wróciły do łazienki. Makijaż wyszedł Charlotte świetnie, a jego nakładanie trwało tylko godzinę. Prócz tego Charli podkręciła włosy Ashley lokówką. Dziewczyna wglądała fenomenalnie sama stwierdziła, że jeszcze nigdy nie widziała siebie takiej "dziwnej"
Kiedy Ashley przegląda się w lustrze swojemu odbiciu , Charlotte weszła do łazienki też się "zrobić na bóstwo". Nie minęło 10 minut a już była gotowa, ubrana w krótką błękitną sukienkę. Zamiast zwykłych prostych włosów miała bujne brązowe loki, do tego idealny makijaż, który podkreślał jej oczy. W ręce trzymała dwie pary czarnych szpilek.
- To co? Idziemy?